Traktaty moralne
Paulina Kosowska ®
Rola artysty na przebieg istnienia w ogóle
Twórcy wszelakiego rodzaju potrzebni są ludzkości, tak samo jak
pożywienie. Bo czymże innym jest twórca? Jest pokarmem dla konsumenta, który konsumuje podaną mu przez twórcę strawę, jaką jest wynik jego twórczej pracy. Bez posiłku rzecz jasna człowiek umiera na pewnej rozpiętości czasu. Dlatego strawa jaką produkuje twórca dla konsumenta jest strawą tak samo ważną jak strawa w postaci produktów spożywczych. Aby zaistniała w istocie ludzkiej harmonia musi być pożywka dla ciała jak i dla duszy. Bo jedno bez drugiego istnieć nie może. Wtedy człowiek ulega powolnej degeneracji, jakaś część w nim zamiera.
Zatem czcijmy, lub chociaż darzmy szacunkiem, ich wspaniałomyślne nie zawsze nam zrozumiałe gesty, gdyż bez artystów, twórców, odkrywców, skazani jesteśmy na martwotę duszy o ile już wcześniej nie wyrzekliśmy się Boga. Bo owa martwota dotyczy zaniku czucia artystycznego czyli duchowego. Ale jeśli ktoś posiada w swym sercu nadal Boga jest jeszcze ocalony przed „całkowitym zaćmieniem” sfery duchowej.
Wiadomo jednak, tym którzy w Boga wierzą, że śmierć duszy ludzkiej jest tragedią absolutną dla gatunku ludzkiego. Bo to ,że ciało człowieka przestaje działać, nie oznacza tym samym końca człowieka w ogóle. Dusza w końcu zostaje uwolniona przez Boga z okowów cielesności i powraca do stanu pierworodnego. Można powiedzieć, że po tzw. „śmierci człowieka” dusza może odpocząć po prawie niecałej 100 letniej pracy. Idzie na urlop, który jest nagrodą za spełnioną misję, w zależności jak dana misja, została wykonana, tak dany urlop będzie udany.
*******
Dlaczego pani się śmieje? A dlaczego pan nie?
Widzę może inaczej, widzę co innego, inaczej postrzegam to co widzę. A widzę w tych obrazach komizm ulatniania się marzenia o potędze chociażby minimalnej, aby zdobyć równowagę ale nie mogę.
Śmieję się więc nie radośnie, jak z mądrego kawału, lecz śmieję się smutkiem, nerwem nazbyt nadszarpniętym, drżącym tonem, bólem oraz strachem. Nie jest to śmiech powszechny. To jest śmiech niejednoznaczny, nie jest on normalny.
A dlaczego się śmieję? A dlaczego nie?
Tego sama nie wiem!
To nie zależy ode mnie, czuje przypływ nieznanej mi energii, która bulgocze i chce się wydostać, przebić moje ciało i wykrztusić to co je dławi. Dlatego następuje pewne napięcie i to co jest we mnie przejmuje kontrolę i się wydostaje na wierzch. To jest moje zachowanie. I nie chcę go tracić bo jak stłamszę mój śmiech, stłamszę swą osobę!
Bo to jest we mnie, jest częścią mnie. Tak zostałam ukształtowana, ulepiona przez otoczenie. To co widziałam, słyszałam i doświadczyłam każe wychodzić od tych owych spraw obronną ręką, jakoś trzeba o siebie dbać! Zatem zanoszę się śmiechem smutku póki co, póki jeszcze nie naprawiłam wewnętrznych relacji, nie doprowadziłam ich jeszcze do stanu funkcjonalności w normie. A więc się bronię! Takie placebo bądź atrapa, pozór, zastąpienie.
Patrząc na owe obrazy widzę w nich komizm, bo wyobrażam sobie myślenie patrzenia innego człowieka, wtapiając się w jego system postrzegania, czując zarazem jego odczucia co do tych widocznych nam obrazów. Śmiejąc się może trochę kpie sama z siebie lecz także z tych którzy to oglądają. Chcąc zrehablitowac groteskowy obraz moich trudów, śmieszność moich ruchów wg mnie, śmieję się!
Widząc tą przegraną, ja chcę się wstawić za nią, by ostatecznie uniknęła tego co ją czeka, chcę załagodzić ten kompromitacji ton widza spojrzenia.
Ale nadal się śmieję, widząc próżnicę mego zmagania.
Pan tego nie widzi?
Ja się panu naprawdę nie dziwię!
Bo sama się samej dziwie jaka ja jestem dziwna. Ale tak naprawdę mam do tej dziwności prawo absolutne! Bo wiem iż każdy jest inny. I ma do tego prawo. Jest do tego przystosowany indywidualnie, z góry ma to nadane. Niektórzy lekko przekraczają normalności progi, inni w owych progach poprzestają i jest ich znacznie więcej. O Witkacy mój kochany przypomnij swoje utarte przysłowie! Już Ci odpowiem: Pospolitość bądź żeś pochwalona! Bez Ciebie dziwność by nie istniała! I to jest racja tego mego stanu zachowania.
Wielcy zrozumieją chwiejność moją bo sami tej chwiejności doświadczają!
Widocznie śmiejąc się nadal spostrzegłam w owych obrazach więcej niż pan!
Bo pan widział jedynie wygibasy, a się pan się nie śmiał, a szkoda bo było z czego.
To nie same wygibasy! Jak mówił pan.
To jest pasja, to chęć wywyższenia się ponad tą przeciętną rutynę, oderwanie się na chwilę.
Śmieje się akurat w tym momencie bo widocznie innego nie czuję i to mnie charakteryzuje. To przedstawia mą osobę dość niezrozumiałą. Pan też się śmieje wtedy kiedy i pan poczuje. Dlaczego mamy się śmiać akurat wtedy kiedy niezbyt się czuję bo tak wypada? Jak tak to ja odpadam- zdecydowanie.
Poprzez moje dotychczasowe życie, które sobie pozwoliło na tyle abym śmiała się akurat tu i teraz w tym momencie i z myślą perspektywy na przyszłość wolę prześmiac swą porażkę teraz niż płakać czy śmiać się Łazami w późniejszym okresie. Już na zapas się trwożę i może dlatego mniej do mego życia cierpień dołożę w przyszłym mym egzystencjalnym utworze.
A może śmiech jest smutkiem drugim po łzach wyrazem jego. Lub śmiech może ma znaczenia uniwersalne, ze można je używać do różnych naszych stanów emocjonalnych? Dlaczego nie?
Śmieję się bo czuje, odczuwam. Śmieję się bo żyję ze zdwojoną świadomością istnienia jednej warstwy widzianej okiem normalnego i drugiej warstwy widzianej przez nie normalnego.
Śmieję się bo jestem sobą. I nawet ta osobą, która robi owe wygibasy. Śmieje się z jej nieudolności choć tak bardzo się przykłada. Śmieję się z tej sceny gdyż jest ona oblepiona pompatycznością ogromu dzieła Boskiego, jakby służyła tej miernocie, bo to jest śmieszne, bo może mierne tak naprawdę. Okalająca te zdarzenie muzyka wzruszająca uszlachetnia wszystko to co widzę jej tragiczne dążenie do spełnienia , dopełnia mego nienormalnego zachowania wg Pana.
*******
PERFORMER
Wystawa poświęcona różnorodnym epizodom z działalności twórczej Jerzego Grotowskiego i jego współpracowników zarazem odznaczyła się w moim osobistym odbiorze przepychem głębokiej tajemnicy duchowości* ( jaką w sobie każdy człowiek nosi, ale nie każdy ją na wierzch wynosi, ponieważ do tego potrzebne są pewne umiejętności, które akurat tutaj Grotowski nam obrazuje) a także sfery cielesności człowieka (która stała się tu narzędziem do ujawnienia tej tajemnicy duchowości ale nie do końca. A dlaczego? Ponieważ duchowość jest bytem nieskończonym, nie dającym się ująć w jakiekolwiek ramy).
W salach galerii gdzie były prezentowane owe rejestracje panowała mistyczna wręcz atmosfera, jeżeli oczywiście zwracało się jakąkolwiek uwagę na te ekrany, nawet nie zagłębiając się w nie. Ta atmosfera powodowała spokój wewnętrzny, tak jakby zmuszała człowieka do pewnej refleksji nad tym, czym człowiek ma szansę się stać, czym może się stać za sprawą sprecyzowanej ściśle pracy nad własną osobą (ciałem, psychiką i współgraniem ciała, rozumu z duszą).
Można było utożsamić się z przedstawionymi „bohaterami” wbijając się ich skórę, wczuwając się w ich rolę, zestawiając ich wewnętrzne zmagania, identyfikować się z ich przeżyciami (stanami emocjonalnymi w danym momencie doznawanymi), próbując rozszyfrować to do czego tak naprawdę dążą, czym się kierują i co tak naprawdę pragną uzyskać poprzez to uaktywnianie siebie.
Niemożliwe albo trudno wielce w naszym codziennym, zabieganym życiu dostrzec takich rzeczy, takich głębszych, których nawet nie spodziewamy się, że owe takie mogą w nas istnieć.
Artyści występujący w swej roli ukazywali niezłomność istoty ludzkiej, silną wolę, zawziętość w działaniu i olbrzymią konsekwencję z jaką poruszali się do przodu, przekraczając pewne granice, których być może nie ma lub nie są nam znane.
Ukazane rytuały wykonywane przez dane osoby wg. mnie miały charakter poznawczy to znaczy, że sami wykonawcy poprzez pewne działania poznawali swoje możliwości, swojego wnętrza jak i ciała, robili na sobie eksperymenty samoistnie za pomocą siebie. A widz mógł się przyjrzeć temu jak wykluwa się „coś” jednak nie zrozumiawszy tego do końca, bo sam artysta wykonując to, nie jest do końca świadom do czego tak na prawdę dojdzie, czyli sam może nie wiedzieć w czym uczestniczy.
Odbierając obrazy, dźwięki czułam pewną metafizyczność, którą dosięgają Ci ludzie, w wibrującym, niezwykle przejmującym transie, czując coś tajemnego co charakteryzowało poszczególnych ludzi. Można było wyczuć poprzez te wyrażenia siebie skąd Ci ludzie pochodzą, czy to co robią w danej chwili sprawia im przyjemność czy raczej ból lub radość czy smutek i czy to jest ich wolna wola czy raczej mus spowodowany okolicznościami kulturalno-społecznymi (tu w przypadku przedstawianych grup etnicznych) czy po prostu chęcią wyrażenia samego siebie.
Twórczość akcjonistów i performerów jest zjawiskiem dość nowym w sztuce w porównaniu do innych dziedzin zaliczanych do nurtu plastycznego. Zastosowane są nowe środki wyrazu, które powodują całkowicie odmienny sposób odbierania dzieła artystycznego. Jest większa gama zmysłów, która może uczestniczyć w tym odbiorze. Odbiorca może dzieło widzieć, oglądać tak samo jak obraz na płótnie, może słyszeć dzieło w dosłownym tego słowa znaczeniu czego nie ma w odbiorze płótna (ale może być jeżeli użyjemy naszej wyobraźni).Czyli w obrębie zmysłów sztuka performatywna wystawia nam na tacy pewną gotowiznę, to że nie muszę wysilać się na wyobraźnie, tylko już na racjonalny ogląd. Podczas gdy odbiera nam pewne rzeczy kieruje nas , naszą percepcje na coś innego, nowego co stwarza nam zmniejszenie dystansu z dziełem i przejście na inną drogę poznania.
*Jestem ciekawa czy Jerzy Grotowski, który kładł taki nacisk na sferę duchową człowieka wierzył w Boga, czy był chrześcijaninem?
*******
Edouard Manet Bar w Folies - Bergere (1881-1882, olej na płótnie, 96x130 cm) Courtauld Institute Galery, Londyn.
Ostatnim wielkim dziełem Maneta był obraz Bar w Folies - Bergère (1882).
Obraz ukazuję scenkę, którą można poczuć wszystkimi naszymi zmysłami. Można słyszeć hałas jaki się rozlega w przestrzeni, można wręcz stracić wzrok od patrzenia na takie jaskrawe światła, które hulaszczo wibrują po wszystkich elementach obrazu. Można poczuć woń francuskich perfum kobiecych i alkoholu a także roznoszący się dym z papierosów i cygar. A kobieta ma pewnie dlatego wypieki ponieważ panuje tam bardzo duszna atmosfera.
Obraz przedstawia kobietę stojącą za blatem baru paryskiego w Folies- Bergere oraz ogólnie przekrój codziennego, paryskiego życia społeczeństwa. Owa kobieta jest barmanką, której twarz naznaczona jest rumieńcem. Jest ona pogrążona w smutku i melancholii, spowodowanymi poczuciem samotności. Samotność ta jest przyczyną wyalienowania ze środowiska i życia towarzyskiego. Kobiety pracujące w barach nie cieszyły się dobrą opinią, często były identyfikowane z kobietami lekkich obyczajów. Widać w postawie tej barmanki pewną bezradność wobec losu i co za tym idzie rezygnacja i poddanie się temu co posiada.
W odbiciu w lustrze, które znajduje się za kobietą widać, jak ludzie zajęci są sobą w swoim towarzystwie spędzają beztrosko, czas na rozrywce…Czuć w przestrzeni lokalu jaki panuje nastrój, atmosfera. Istnieją zatem dwie sfery gdzie w jednej dominuje hałas, zgiełk, swoboda i radość a w drugiej zaś sferze, którą reprezentuje barmanka czuć ciszę, wyobcowanie odcięcie się od tego panującego gwaru. Kobieta jest wyłączona pogrążona w swoich myślach w swoim świecie. Taki sposób przedstawienia portretu kobiety wskazuje na to, iż Eduard Manet musiał być również znakomitym psychologiem lub po prostu bacznym obserwatorem tamtych czasów. Lustro także przedstawia w odbiciu potencjalnego klienta, który próbuje nawiązać kontakt z kobietą. Nie wiadomy jest nam jego zamysł i intencje co do kobiety. Widać także, że czuje ona się nie swojo w tym towarzystwie.
Eduard Manet w swym dziele zawiera najbardziej lubiane przez siebie elementy, którymi zajmował się w swojej twórczości. Widać na obrazie na pierwszym planie namalowaną dość realistycznie martwą naturę. Jest uchwycona chwila, co jest typową cechą u malarzy impresjonistów. Manet odważnie operuje kontrastami barw, tu kolor biały-czarny. Eksperymentuje ze światłem w odróżnieniu od impresjonistów malarz nie praktykuje subtelnych połączeń odcieni, z bliska nieczytelnych dla oka. Wg. Maneta światło jest tak jednorodne, że wystarczy jeden odcień aby je namalować. Elektryczne lampy, (czyli zjawisko sztucznego światła), które w tamtych czasach były całkowitym novum zostały nakreślone jaskrawą bielą co dało bardzo wyrazisty efekt.
Subskrybuj:
Posty (Atom)